Opposition wazniejsze od pieniedzy Marcus Bell i Mark Long, te dwa nazwiska - filary zespolu Opposition - wymienialismy kiedys jednym tchem, Podobnie jak wiekszosc z was ich muzyke znam z plyt i sobotnich popoludniowych (czasami nocnych) audycji Programu III, Byla . nam potrzebna w ciemne zimy. Pomagala, Dopiero w dziesiec lat pózniej mialem mozliwosc podziekowac. Marcus Beli w czasie krótkiej wizyty w Polsce zgodzil sie wystapic przed mikrofonem Polskiego Radia. Jest calkiem lysy - nie poznasz go - zostalem ostrzezony, gdy zblizal sie do studia. Odpowiedzialem, ze to nie ma znaczenia, zreszta i tak ni- o gdy go przedtem nie widzialem. Nawet dzis nie potrafie opowiedziec jak wyglada. Z trzech kwadransów jego wizyty w sobotniej popoludniowej audycji Zapraszamy do Trójki 15 maja najbardziej pamietam spokój, jaki wniósl do radiowego tygla, gdy tylko usiadl przed mikrofonem. Oto jego wypowiedzi. Dziesiec lat to dlugi okres, takze w muzyce. Czuje ten uplyw czasu. Mark nie lubi, gdy mu sie o tym przypomina. Wlasnie rozmawialismy przed kilkoma dniami. Powrócil tytul Intimacy ze to juz dziesiec lat. Muzykom czas biegnie szybciej; nagrywasz pierwsza plyte, pierwszy teledysk, nastepuje trasa koncertowa, i juz trzeba szykowac nowy material, bo za chwile nagranie. Nagle okazuje sie, ze to juz piaty album. Owszem, Opposition odniósl pewien sukces, chociaz nie w sensie komercyjnym. Mark i ja bylismy i jestesmy nadal zainteresowani raczej muzyka o wiekszej "dlugotrwalosci". Mozna do niej wracac wielokrotnie, nawet po latach. Tak wiele przebojów dociera do nas, zdobywa znaczne popularnosc, a po kilku miesiacach zapominamy i o tych utworach, i o artystach, którzy je stworzyli. W 1987-88 roku podpisalismy kontrakt z wytwórnia EMI, która obiecala nam, ze jesli zrobimy niewielkim wysilkiem krok w strone komercjalizacji, poprzemy piosenki teledyskami, to wlasny Rolls-Royce kazdego z nas bedzie zaparkowany przy wlasnym basenie. W swojej niedojrzalosci chyba, bo nie widze innej przyczyny, zgodzilismy sie, zastrzegajac tylko, ze nie bedzie to muzyka wydawana pod szyldem Opposition. No i pojawila sie plyta So Pomimo ze sa na tym albumie fragmenty, które lubie, to dopiero gdy zmyje sie caly makijaz, spojrzy glebiej, pod powierzchnie, to bedziemy tam my: Mark i ja. Nie zmienia to faktu, ze So sprzedala sie w ciagu pierwszego roku od wydania w wiekszej ilosci egzemplarzy niz wszystkie albumy Opposition lacznie i to do dnia dzisiejszego. Teoretycznie zgadzam sie, ze jezeli plyta sie sprzedaje, a jest dobra, to nie ma w tym nic zlego. Ale jest cos wazniejszego od pieniedzy, szczególnie w swiecie muzycznym: musisz lubic plyte, która nagrales, bo zaraz po wydaniu jedziesz z nia w promocyjna trase koncertowa, a So byla jak za slodki tort z za duza iloscia lukru. Byla impertynencka, za bogata, za gladka. Na zyczenie wytwórni musielismy wielokrotnie zmieniac slowa, linijki tekstu, czasami nawet tresc tego, co chcielismy powiedziec, a przeciez przestanie w utworze jest dla autora bardzo wazne. Pamietam dokladnie, jak na przyklad z piosenki Are You Sure usuwalismy slowo nienawisc, by ja dostosowac do wymogów rynku. l ten utwór - jedyny wydany na malej plycie - stal sie przebojem w Ameryce i w Anglii. Album So ma naprawde za duzo makijazu, nie moge go lubic. Jego komercyjny sukces byt bardzo stresujacy, szczególnie, ze rodzila sie juz nowa plyta. Blue Alice Blue byla nagrana zaraz po So. Mimo ze wydana pod nazwe Opposition okazala sie dziwnym przedsiewzieciem. Bylismy obydwaj w depresji, nie znam mocniejszego slowa, by okreslic ten stan. Po raz pierwszy w zyciu muzyka stracila dla nas swój czar, pisalismy piosenki mieszkajac w Los Angeles w pieknym domu nad sama plaza, codziennie zdajac sobie coraz bardziej sprawe z tego, jak trudno jest nam wrócic do przestania Opposition i obawiajac sie, czy nasi odbiorcy odnajda "tamtych nas". Na nowej plycie powracam do The Beatles. To wiecej niz tylko moja mlodziencza fascynacja. Byli czescia mojego zycia, zanim mialem swiadomosc muzyki. Czekalem w samochodzie, ojciec wszedl do sklepu, by kupic wydana wlasnie plyte Beatles For Sale. Widze go, jak wychodzi z nia zapakowana w plastykowa torebke. Pamietam, jak bardzo bytem podniecony, jak najszybciej chcielismy znalezc sie w domu, posluchac jej, nauczyc sie piosenek, a potem cala rodzina spiewac na glosy. Sadze, ze ta fascynacja nie opusci mnie do konca zycia. Na nowej plycie znajdzie sie taki utwór oparty na trzech dzwiekach i trzech slowach z The Beatles. Album bedzie mial tytul War Begins At Home. Spróbuje to wytlumaczyc, ale musze byc bardzo ostrozny. Jest wielu artystów, którzy wiaza sie z róznymi ruchami: "dla pokoju", "dla nakarmienia glodujacych narodów" lub "o godna starosc", ale spogladaja na swiat ze zbyt wysoka. Zajmuja sie rozwiazywaniem problemów, ale ich nie rozwiazuja. Ich spektakularne akcje nie zapobiegna nastepnej suszy za rok. Jedyni ludzie, którzy na dluzsza mete korzystaja z takich akcji to sami muzycy, gwiazdy sceny. Mysle, ze powinni poswiecic wiecej czasu na wychowywanie wlasnych dzieci albo na zastanowienie, jak odnosic sie do swoich zon. Rozwiazaloby to chyba wiecej problemów niz koncert typu Live Aid. Moze jest to mlodzienczy punkt widzenia, ale tak to czuje i ten problem równiez chcialem poruszyc. Oczywiscie, ze mialem okazje uslyszec polska muzyke. Przyjechalem na zaproszenie firmy fonograficznej MJM zainteresowany swietnym brzmieniem zespolu Mancu. Mialem swiadomosc, ze slucham plyty w obcym mi jezyku, ale równiez - ze ta muzyka dziala. Spedzilem z Mancu trzy dni i mam szczera nadzieje, ze bedziemy wkrótce pracowac razem przy ich drugim albumie. Widzialem ich koncert, nie chcialbym byc niegrzeczny wobec kogokolwiek, kto pracowal przy pierwszej plycie, ale na zywo Mancu zabrzmialo o wiele lepiej. Ja bytem tym wystepem zachwycony, muzycy natomiast stwierdzili, ze koncert "nie wyszedl". Ciekaw jestem, jak brzmia, gdy im sie udaje. Moze zreszta uslysze. Kompletujemy zespól na trase promujaca nowa plyte Opposition. Moze wystapimy w Polsce, moze na wspólnym koncercie. Juz sie ciesze. Wysluchal: PIOTR KACZKOWSKI |